– Czy znaleźliśmy się w świecie legend, czy też chodzimy po zielonej ziemi, w blasku dnia?

– Można żyć w obu światach naraz. Bo nie my, lecz ci, co przyjdą po nas, stworzą legendę naszych czasów. Zielona ziemia, powiadasz? Jest w niej wiele tematów dla legendy, chociaż ją depczesz w pełnym blasku dnia.

           J.R.R. Tolkien

To już nasze ostatnie spotkanie z gliwickimi bohaterami. Na sam koniec pozostawiliśmy opowieść o bohaterze niezłomnym. O człowieku, który w czasach ciemności – całkiem  niedawno, podczas komunistycznego zniewolenia – nie pozwolił zgasić w sobie wewnętrznego światła i mówił „nie” kłamstwu, okrucieństwu i niesprawiedliwości systemu. Opowiemy o Władysławie Suleckim.  Pracował jako górnik w kopalni „Gliwice”, był nie tylko bardzo odważnym, ale i mądrym człowiekiem, chociaż ukończył tylko szkołę podstawową. Niezłomny – tak powinno się go nazywać – nie poddał się ciemności i występował w obronie tych, którym zagrażała. Podczas manifestacji w Krakowie własnym ciałem zasłonił studentkę bitą przez funkcjonariuszy SB – i trafił do szpitala. Kiedy Partia chciała usunąć krzyż przy kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gliwicach Władysław Sulecki bronił go ramię w ramię z ojcem Hieronimem, franciszkaninem, a za jego przykładem poszli inni.  Trafił za to później do aresztu, gdzie spędził dwa miesiące. Pisał artykuły przeciwstawiając się wykorzystywaniu górników, których Partia zmuszała do nadludzkiej pracy. Był jednym z założycieli Komitetu Pracowniczego Wolnych Związków Zawodowych w Katowicach – pierwszej niezależnej od Partii organizacji mającej za zadnie ochronę praw robotników. Tam, gdzie się pojawił, ludziom przypominało się, że mają w sobie światło – godność, a ciemności stawały się bledsze.