Zima skrzy się śniegiem i szronem jak najpiękniejszymi klejnotami. W lutym klejnoty zalśnią także w Willi Caro. 17 lutego  odbędzie się otwarcie wystawy, na której po raz pierwszy zaprezentujemy publiczności biżuterię dawną ze zbiorów Muzeum w Gliwicach. Sekretnik z diamentowym monogramem, medaliony portretowe, diademy – żeliwny i bursztynowy,  bransoleta ze szmaragdem,  ametystowa brosza,  kamee,  opowiedzą nie tylko o modzie i gustach XIX-wiecznych pań, ale też o samej biżuterii, jej znaczeniach i funkcjach. Zobaczyć będzie można kosztowności,  których twórcy inspirowali się grecko – rzymską starożytnością, sięgając do motywów z antycznej mitologii, nie zabraknie biżuterii z kości słoniowej, kompletów złożonych z kolczyków i broszy bądź kolii czy naszyjnika,  a także biżuterii sentymentalnej.  Pełniła ona – obok funkcji ozdoby – rolę nośnika ważnych i osobistych treści. Za jej pośrednictwem wyrażano miłość, przyjaźń czy żal po stracie ukochanej osoby. W przypadku biżuterii sentymentalnej w oprawach z drogocennych kruszców i szlachetnych kamieni często umieszczano plecionki z włosów bliskich, nadając klejnotom charakter prywatnych relikwiarzy. Na przykład oczko pierścionka z wzorem uplecionym z włosów zatopionych w masie szklanej w otoczeniu pereł i złota. Ekspozycja dostępna będzie dla publiczności do 4 czerwca 2017 roku. Jej kuratorem jest  dr Dagmara Wójcik z Działu Sztuki i Rzemiosła Artystycznego.

 

Po raz pierwszy wyjmujemy z magazynów biżuterię dawną, aby przypomnieć, co nosiły nasze prababki, czego zazdrościły i czego pożądały. A pożądanie to nie zawsze zaspokajano prędko, zważywszy fakt, że komplet biżuterii, zwany garniturem lub z francuskiego „grand parure” w XVIII i XIX wieku był dość kosztowny. Mógł on bowiem  składać się z kilkunastu elementów! Obok obowiązkowych kolczyków, bransolet i kolii lub naszyjnika w skład jego wchodził na przykład krzyżyk, guziki (tak, tak!) czy łańcuch zegarka. Perfekcyjna dama nie pojawiała się na mieście bez parasolki, której rączka była idealnie dopasowana zarówno do sukni jak i do biżuterii właśnie!

 

Podsumujmy: naszyjnik, medalion, krzyż, brosza, łańcuch zegarka, dewizka, diadem, grzebyki, pierścień, bransolety, rączka parasolki i guziczki dają łącznie 12 pozycji, niejednokrotnie złożonych. Nic więc dziwnego, że niektóre panie wybierały wersję skromniejszą, która kolczykami zdobiła uszy, guziczkami mankiety, zaś całość wieńczyła broszą. Ze względu na większą dostępność do dziś przetrwało wiele półgarniturów („demi-parure”), złożonych przeważnie z kolczyków i broszy lub w wersjach okazalszych, gdzie broszę zastępował naszyjnik lub kolia. „Demi-parure” mogły mieć kilka wariantów i te między innymi zobaczymy w zimie w gliwickim Muzeum – mówi kurator wystawy, dr Dagmara Wójcik.

 

Otwarciu towarzyszyć będzie koncert muzyki harfowej w wykonaniu Agnieszki Kaczmarek-Bialic. W rolę „duchów epoki” wcielą się członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej i Kostiumingu Krynolina.

Agnieszka Kaczmarek-Bialic to absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie (obecnie wykładowczyni tejże uczelni) oraz Hochschule fuer Musik we Freiburgu (Niemcy), stypendystka fundacji Helene-Rosenberg-Stifftung (Freiburg) oraz Alfred-Toepfer-Stifftung (Hamburg). Brała udział w wielu międzynarodowych kursach interpretacji muzyki harfowej oraz festiwalach muzycznych. Występowała jako solistka z Kammerorchester Freiburg, Kammerorchester Bad-Krozingen, Johannis Kantorei Frankfurt, Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej, Filharmonią Śląską, Śląską Orkiestrą Kameralną. Dokonała wielu prawykonań utworów kameralnych i solowych.