Gdzie dziś najczęściej spotykamy dzieła sztuki? – zapyta prowadzący. W galerii sztuki lub w muzeum – powiedzą dzieci. A co możemy tam z nimi zrobić? – kolejne pytanie. Właściwie nic. Możemy je oglądać albo zrobić im zdjęcie – odpowiedzą najmłodsi.   Ale czy zawsze tak było? Czy dzieła sztuki zawsze służyły tylko do podziwiania, oglądania i fotografowania? I co to w ogóle jest sztuka? Podczas kolejnego spotkania z cyklu Mały muzelanik najmłodsi poznają właściwe dla starożytności i średniowiecza rozumienie sztuki jako umiejętności i kunsztu. Dowiedzą się, że sztuka – po grecku techne, a po łacinie ars – na początku znaczyła umiejętność wykonania czegoś właściwie i zgodnie z regułami, a nie byle jak. Sztuka w  takim sensie obejmowała wszelką działalność człowieka – rzemiosło, naukę a nawet moralność – jako umiejętność dobrego postępowania. Właśnie dlatego na średniowiecznych uniwersytetach uczono siedmiu sztuk wyzwolonych (septem artes liberales). Wspólnie z najmłodszymi zastanowimy się, kto to taki artysta i czy tym mianem można określić kucharza, krawcową czy mechanika. Opowiemy, jak w XVIII stuleciu z obrębu działalności ludzkiej wyodrębniono te aktywności, które dziś znamy pod nazwą sztuk pięknych (malarstwo, teatr, rzeźba, architektura, muzyka, poezja, taniec), a miano artysty zaczęło przysługiwać tylko tym, którzy je podejmują. Zadamy także pytanie o to, czy fakt, iż w galeriach sztuki współczesnej częściej natknąć się można na banany w słoiku niż na Grupę Laokoona ma coś wspólnego z faktem, że mało kto dziś pamięta, że sztuka oznacza kiedyś kunszt i umiejętność.

W części warsztatowej zajęć najmłodsi zaznajomią się bliżej z siedmioma sztukami wyzwolonymi, obejrzą ich przedstawienia na zabytkowej złotej skrzyni, a potem wykonają własne rysunki na podstawie dawnych grafik obrazujących Gramatykę, Dialektykę, Retorykę oraz Geometrię, Arytmetykę, Astronomię i Muzykę.