Jest patronem europejskich państw, miast i regionów. Pod jego wezwaniem powstało wiele rycerskich bractw i zgromadzeń zakonnych. Od wieków do św. Jerzego kierowali swe prośby wędrowcy, górnicy, żołnierze, kowale, bednarze, artyści, rolnicy, a nawet… więźniowie. W Gliwicach mamy obecnie dwie świątynie noszące imię walecznego świętego: jedną w Ostropie, drugą w Łabędach. W tym roku zaś archeolodzy odkryli pozostałości kościoła numer trzy!

Nie jest to dzieło przypadku. Od lat miłośnicy historii lokalnej ze Stowarzyszenia Rozwoju Czechowic, reprezentowani przez Andrzeja Szelkę, zabiegali o przeprowadzenie prac archeologicznych w okolicach obecnej ulicy Borówkowej, w północno-zachodniej części osiedla Czechowice. Przez jakiś czas nawet uczestniczyłam w rozmowach korespondencyjnych pomiędzy stowarzyszeniem a Muzeum. Dlaczego z taką determinacją prosili o poszukiwania kościoła? Ponieważ były dostępne materiały, które jednoznacznie wskazywały na jego istnienie. Kościół pw. św. Jerzego jest oznaczony na archiwalnych mapach z 1750 roku. Informację na jego temat można było również przeczytać w protokole z wizytacji biskupa z 1679 roku. Tak opisano w nim zaginiony zabytek: „(…) kościół ma 27 łokci długości i 15 łokci szerokości. Kościół wraz z zachrystią jest drewniany. Wieża kościelna także, w której dzwonią dwa dzwony. Cmentarz otoczony jest drewnianym płotem. Jest jeden ołtarz, rzeźbiony i malowany”. Jak wyglądała świątynia, miała ukazywać ilustracja F. B. Wernhera z 1769 roku. Jednak jego przedstawienie kłóci się zupełnie z opisem z wizytacji i przedstawia zapewne pobliski kościół w Łabędach. Nawiasem mówiąc, obiekt sakralny w Czechowicach przypominał zapewne inny drewniany kościółek, znajdujący się w Szałszy.

Długotrwałe starania miłośników historii Czechowic odniosły wreszcie skutek. Prace archeologiczne, po uzyskaniu niezbędnych pozwoleń od miasta i wojewódzkiego konserwatora zabytków, wystartowały w lipcu. Badaniami kierował (a także miał nad nimi nadzór archeologiczny) Radosław Zdaniewicz, prezes Oddziału Górnośląskiego Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich. To człowiek sercem i umysłem związany z Gliwicami, pracownik Działu Archeologii naszego Muzeum.

Jak wyglądały poszukiwania kościoła? Mnóstwo fascynujących informacji dostarczył mi Radosław Zdaniewicz i jego zespół. Ich wstępne ustalenia wskazują, że czechowicki kościółek mógł być jednak pierwotnie… murowany, a nie drewniany! To oczywiście jedynie przypuszczenie, na które wskazują rozmiary i konstrukcja odkrytych kamiennych fundamentów. Nie wiadomo, czy budowę murowanego kościoła ostatecznie ukończono. Być może zbudowano jedynie fundamenty, a reszta świątyni nigdy nie powstała. W każdym razie masywny fundament wykorzystano do wzniesienia o wiele mniejszej, drewnianej świątyni, znanej z opisów wizytacyjnych z końca XVII w. Po wypoziomowaniu kamiennego fundamentu pasmem cegieł, osadzono na nim drewniane belki, stanowiące podwaliny pod drewniane ściany kościółka. Stało się to już być może u schyłku średniowiecza lub w początkach okresu nowożytnego, na co wskazują rozmiary cegieł. Planowane dalsze badania georadarowe powinny wyjaśnić ostatecznie tę kwestię.

Na użytkowanie tego terenu już w okresie późnego średniowiecza wskazuje także odkryty materiał zabytkowy: ułamki naczyń ceramicznych, monety. W trakcie badań archeologicznych znaleziono również kilkaset fragmentów kości ludzkich leżących luzem oraz 7 grobów (w tym wypadku kości były ułożone w porządku anatomicznym). Czy to pozostałości przykościelnego cmentarza i dawnych odpustów? Wiele na to wskazuje. Teren badań nie jest już dostępny dla postronnych obserwatorów, zachęcam więc do zapoznania się z fotoreportażem R. Zdaniewicza. Myślę też, że nie jest to ostatnia tak „archeologiczna” niespodzianka z Gliwic. Jeszcze dużo ukrytych zabytków czeka na swoje pięć minut!

Ewa Pokorska

miejski konserwator zabytków

Św. Jerzy i smok

Św. Jerzy to postać historyczna, urodził się w chrześcijańskiej rodzinie w drugiej połowie III wieku w Kapadocji lub w Coventry w Anglii. Jako pełnoletni młodzieniec wybrał życie żołnierza armii rzymskiej. Należał nawet do osobistej ochrony cezara Dioklecjana w Nikomedii. Jego kariera wojskowa zakończyła się po odmowie udziału w prześladowaniach chrześcijan. Był za to torturowany na kole i został stracony w 303 roku. Legenda związana z jego osobą opowiada o wygranej walce ze smokiem, uratowanej księżniczce i wdzięcznych mieszkańcach miasta Silene w Libii (lub mieście Lod w Izraelu, zależnie od źródeł), którzy po uwolnieniu od bestii nawrócili się na chrześcijaństwo. Zazwyczaj przedstawiany jest jako rycerz w zbroi siedzący na wspiętym koniu, trzymający białą chorągiew z przekreślonym czerwonym krzyżem oraz kopią wycelowaną w smoka.

Pierwotnie tekst ukazał się w Miejskim Serwisie Informacyjnym w dniu 07.09.17 – do pobrania tutaj